WIERSZE STRONA 2


 LUSTRO


z głębi lustra spogląda

na mnie twarz

moja twarz

wpatrując się w oczy

zaglądam w siebie

taksuję nos

usta

zarys szczęki

widzę cień ojca

jak uczy mnie życia

by nie bać się lustra

by móc spojrzeć na siebie

bez strachu i wstydu

wytrzymać spojrzenie własnego odbicia

z drugiej strony

dziękuję ci za to Tatku






KOLOROWE PTASZKI


kolorowe ptaszki
za oknem mej Mamy
wydziobują dobroć
małymi dzióbkami
kłócą się niezmiernie
o pyszne okruszki
prosto z Mamy ręki
spadające w dzióbki
za oknem mej Mamy
ptaszęta ćwierkają
małymi dzióbkami
serce Mamy chwalą
a ona spogląda
na nie uśmiechnięta
bo też kocha bardzo
te swoje ptaszęta





KAMYKI WSPOMNIEŃ


pozbierałem
kamyki wspomnień
mych
i próbowałem ułożyć
życie w jakąś
sensowną całość
słuchałem szmeru drzew
mego dzieciństwa
i gołębi z parapetu
Matki
one rodziły się tam
i zawsze powracały
pod Jej czułe okna

a ja nie wróciłem ...





JAK DOBRZE JEST KOCHAĆ


jak to dobrze
jest kochać
i też być kochanym
ręka w rękę wędrować
przez życie mozolnie
walcząc z wiatrakami
cieszyć się i płakać razem
wsłuchiwać się w szczebiot
dzieciątek szczęśliwy
i wciąż kroczyć naprzód
mając się u boku
i góry przenosić
i życie przeżywać
jak to dobrze jest kochać
no i być kochanym





GABINET ŚMIECHU


kiedy tak wędruję
poprzez światy
dni minionych
staram się postrzec
siebie
pośród
spraw i zdarzeń
widzę jak
w pokracznym
lustrze prawdy
powielam mity
o marzeniach moich
czas płynie leniwie
a ja wciąż we
własnym gabinecie
śmiechu ścieram
kurz z pokrzywionych
luster marzeń





DOM RODZINNY


czas leci
spoglądając za siebie
przeżywam na nowo
te chwile co były
i już nie powrócą
zaglądam za próg
dni dziecinnych
gdzie Mama tuliła
do piersi
a Ojciec spracowany
zabawiał się z nami
Babcia kołyszącym
krokiem troszczyła
się o nas wymadlając
to szczęście tak
niedoceniane
tam łzy pierwsze
radości i smutku
tam też miłość pierwsza
i rozczarowanie
tam małżeństwo
kiełkując gniazdo
swoje wiło
czas płynął
a ja nie świadom
co mam tęskniłem
do czegoś co dalekie
nieznane
a dzisiaj kiedy coś zaboli
powracam w pokoje
dni tamtych szczęśliwych
i już mi jest lepiej
mimo że czas uciekł
ja znów tam mieszkam
szczęśliwy jak wtedy





CORAZ MNIEJ CZASU

Coraz mniej mam
czasu na życie
Rozciągnięty między
pracą a snem
wybieram godziny
z worka dnia pojedynczo
by nie zgubić ich po drodze
Zbieram te cenne chwile
dzieląc je
między siebie i bliskich
Czas pędzi jak szalony
coraz szybciej i szybciej
nie bacząc że tyle jeszcze
do zrobienia
do przeżycia
że tyle miłości do rozdania
Przeżywa się to życie pośpiechem
i coraz mniej czasu
by powiedzieć co ważne
naprawić co zepsute
Coraz mniej czasu na życie
na szarość i na szczęście
Coraz mniej czasu na bycie





BIRKENAU

życie jak popiół
wdeptane w ziemię
żołnierskim butem
grmańskiego szału
bez sensu bez Boga
nadziei i kwiatów
trwa przez korzenie
traw zielonych wiosną
a zieleń piękna
soczysta i młoda
a popiół czarny
a ziemia w korzeniach
a Bóg
w przestworzach
czas mija
a zieleń piękna
bujna jak morze
a czas przemija
tak rok za rokiem
i już nie boli
że but że popiół
że głód że nicość
że było
że chleba
SZA!!! nic o chlebie
bo chleb to życie
a życie jak popiół
dziś jest jutro nie ma
tylko w korzeniach
tak trwa na przekór
w nieskończoności
istnienia





ŻYĆ NADZIEJĄ


może jutro będzie wojna
może chleba braknie
może ludzie szaleni
zabijać się zaczną
może jednak nie stanie się
nic takiego
co będziemy pamiętać
o czym pisać warto
robi się już późno
więc próbuję zasnąć
aby znów wstać jutro
i dalej żyć nadzieją





ŻYCIA CHWILA ULOTNA


płaczą drzewa złotem
wprost pod stopy moje
depczę butem czerwień
tych łez szaro-burą
i nie myślę o tym
gdzie mnie nogi niosą
zatopiony w myślach
życie kontempluję
życie piękne gdy się rodzi
i kiedy umiera
szeleszcząc pod stopami
kolorów festynem
wysłuchuję skarg drzew
oraz marzeń o następnej
wiośnie kiedy się odrodzą
wśród szeptów gałęzi poszumu
podziwiam ich piękno
i mądrość istnienia
na przekór nagości
na przekór losowi
wiosną znów zakwitną
i już nie przeszkadza
że złoto pod butami
że krwistoczerwienią się
szeleszcząc brązem
wdeptywane w ziemię
przepiękne dywany
jesienią brzemienne
to już nie istotne


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz