CYKL WIERSZY -- MĘKA PAŃSKA

 

STACJA I

Jezus na Śmierć skazany

 

Gdy widzę Jezusa

jak przed 

stoi spełniając

zamysły Ojca

pytam w zadumie

samego siebie.

Czy miałbym odwagę

stanąć z Nim razem?

Czy miałbym dość siły,

by spojrzeć w oczy

grozie męczarni

Go czekających

i świadczyć prawdę

wbrew mej człowieczej

nędzy słabości,

wbrew zagrożeniu,

głosić wieść dobrą

i dać świadectwo

Jego miłości,

naszemu zbawieniu?

Czy miałbym odwagę,

gdy zapytają kogo

uwolnić i co z Jezusem,

krzyczeć, UWOLNIJ!

UWOLNIJ JEZUSA?

Stanąć na przekór

tłumowi gapiów

i bronić Go tarczą

własnego ciała?

 

Tyle już razy

Go zawodziłem

i uciekałem, gdy

miałem szansę,

by dać świadectwo

i stanąć murem

za moim Mistrzem,

kiedy Go lżono.

 

Brakło odwagi.

 

Więc proszę Jezu

patrzący w oczy

sędziego Piłata,

dodaj mi siły,

odwagi i wiary,

bym już nie porzucał

Ciebie dla świata.

 

 

 

STACJA II

Jezus bierze krzyż w swe ramiona

 

Jakże jest ciężko

przyjąć z pokorą

nasze cierpienia

i przeciwności.

Nie psioczyć,

złorzeczyć i szukać

winnego, tylko w

miłości i cierpliwości

znosić krzyż dany

nam przez opatrzność.

Jakże jest ciężko

się z tym pogodzić,

że nas spotyka

jakieś nieszczęście,

chociaż najczęściej

sami ściągamy na swoje barki

naszą gehennę cierpień i żalu.

Własną krnąbrnością

swoje krzyżyki udręk i bóli

sami z uporem sobie strugamy,

a kiedy przyjdzie

nam je udźwignąć

zamiast w pierś bić się

to urągamy.

 

A przecież Jezus z

pokorą przyjął krzyż

obarczony naszymi winami

i choć Mu ciążył

i Go przygniatał, niósł go

pokornie, aby nas zbawić.

Choć cierń Go ranił, ciało

krwawiło od ran zadanych

naszymi grzechami,

wciąż Ojca prosił

o wybaczenie dla

swych oprawców.

A jak jest z nami?

 

My, co uczniami się

Jego czujemy i naszym Mistrzem

Go nazywamy, czyśmy gotowi

przyjąć cierpienie,

i winowajcom, czy wybaczamy?

 

Jezu biorący krzyż w swe

ramiona, nasz kochający

Dobry Pasterzu, darz nas

odwagą i wielką siłą

by stawić czoła naszym

przewinom.

Baranku Boży, Zbawco nasz miły

błagamy Ciebie

dodaj nam siły.



STACJA III

Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy

 

Upadłem.

Jakże ciężko

jest podnieść się

i ruszyć dalej.

Jak ciężko jest

się już nie potykać.

Powstać i ponieść

ciężar słabości,

pokonać go i iść

przed siebie tocząc

walkę z własną

bylejakością,

słabością,

niekonsekwencją.

Jakże ciężko jest

się pozbierać i

podążać przed

siebie z ufnością,

że już nigdy nie

zniweczę danej mi

szansy, nie stracę

rozsądku, choć to

takie ludzkie.

 

Jakże ciężko jest być

człowiekiem i nie

zdradzić Cię Panie.

Jak ciężko jest

Twym uczniem być.

Tak jak Ty powstać,

wybaczyć i iść dalej.

 

Jakże ciężko jest kochać.

 

Jezu upadający pod

krzyżem mych grzechów

naucz mnie wstawać,

kiedy upadam.

Naucz iść prosto

i się nie potykać.

Jezu leżący pod

krzyżem mych grzechów

dodaj mi wiary,

miłości i siły,

bym wziął na siebie

sam swoje winy

i dla Twej miłości

chciał walczyć z nimi.



STACJA IV

Jezus spotyka swoją Matkę

 

Pełne dobroci,

widzące wszystko

Oczy Matki.

zwierciadła miłości.

Wyczuwające każde

zmartwienie i ból

niepewności i

każde cierpienie.

Patrzące miłością,

czułości pełne.

Ileż to razy w nich

troska rozkwita,

kiedy błądzimy czy

Upadamy? Ileż to razy

łza je zakrywa?

Żal serce ściska?

Cieszące się

szczęściem swojego

dziecka, płaczące, gdy

dziecku krzywda się

dzieje. Matczyne oczy.

Dobrocią czułe.

I dłonie jej,

ciepłe miłością szczerą.

Tulące do piersi w każdej

potrzebie. Zawsze gotowe,

by ruszyć z pomocą.

By chronić swe dziecię,

na wszystko gotowe.

 

Matka patrząca

na mękę Syna, stanęła

w tłumie, mdlejąca

z bólu i przerażenia.

I On, pod krzyżem

raniącym ciało, spojrzał

w Jej oczy.

Z ludzką słabością szukał

pomocy u swojej Mamy.

Tak trzeba Synu.

Wiem o tym Mamo.

Bądź mężna,

wytrzymaj,

dla chwały Ojca

co miłosierdzie

ludziom okazał

dając zbawienie.

I ruszył dalej słaniając

się z bólu. A Ona została

zdrętwiała i niema.

 

Ja też poszedłem

swoimi ścieżkami,

a Mama została za mną

gdzieś w tyle.

Wciąż wypatrując mnie

swymi oczami modli się

szczerze za swoim synem.

Czy pamiętamy

o naszych Mamach?

O ich miłości, rozłąki

cierpieniu?

 

Jezu patrzący

w Matczyne oczy daj moc

pamięci naszym sumieniom.

Byśmy zgubieni w ferworze świata,

życia natłoku,

nie utracili gdzieś w serc naszych

głębi Matczynych oczu.

Jezu cierpiący za nasze grzechy

proszę pokornie, obdarz nas siłą,

by w sercach naszych troska o

Mamy, bez przerwy była.



STACJA V

Szymon Cyrenejczyk pomaga Jezusowi dźwigać Krzyż

 

Zajęci swoimi sprawami

mijamy się w biegu

nie mając czasu by

przystanąć, rozejrzeć

się wokół, dostrzec

co jest naprawdę istotne.

Rozbiegani między domem

i pracą, marzeniem i

ambicją, oszukujemy

samych siebie budując

to nasze kruche szczęście,

niedoścignione jak wiatr

na pustyni naszego egoizmu.

Mijamy ludzi nie

patrząc w ich oczy.

Oddalamy się od siebie

nie czując już potrzeby

by to zmienić, aż do

czasu, gdy ktoś złapie

nas za rękę i zawróci

z pędu za złotym cielcem

naszych aspiracji.

Nagle spostrzegamy, że

nie jesteśmy sami, że

jest jeszcze ktoś obok nas.

Zaczynamy dostrzegać jego

oczy, serce i potrzeby.

Łapiemy tę myśl łapczywie

i w porywie dobroci

staramy się naprawić

naszą obojętność i jak

Szymon z Cyreny bierzemy

ich krzyż i nagle

dostrzegamy, jak jest

przyjemnie widzieć

wdzięczność w czyichś

oczach.

A potem

w poczuciu

dobrze spełnionego

obowiązku wracamy do

naszego biegu ku

zatraceniu.

 

Jezu wsparty ramieniem

Szymona pomóż mi widzieć

bliźniego w potrzebie.

Nie pozwól mi ginąć

we własnej miłości,

w pędzie za Baalem

mojego marzenia.

Naucz ludzi szanować

i sercem się dzielić.

Z pokorą zbierać

zasługi w niebie,

bym, kiedy stanę przed

Twym obliczem

także mógł liczyć

na Twoje spojrzenie. 



STACJA VI

Weronika ociera oblicze Jezusa

 

Małe gesty.

Nic nie znaczące

okruchy dobroci.

Przelotne spojrzenie,

uścisk dłoni…

tak niewiele,

a jednak tak dużo.

 

Odrobina ciepła

dana bliźniemu.

Maleńka garść dobroci,

a wystarczy, by świat

cały zmienić.

 

Tak niewiele, a przecież

tak dużo.

 

Trzeba tylko dostrzec,

że wokół jest tyle

bólu, rozpaczy i

samotności. Widzieć

ludzi mijanych na ulicy.

Otworzyć się na nich.

Umieć uśmiechnąć się,

podać rękę…

 

Tyle mam jeszcze

pracy nad sobą,

bym Weroniki wzorem

umiał dostrzegać

bliźniego w potrzebie,

nie bał się otrzeć

łez z jego twarzy.

Wesprzeć dobrocią

drobnego gestu,

nie wstydzić się

bliźnim miłości okazać.

 

Jezu, tak niewiele

potrzeba, by być

Twoim uczniem,

a jednak tak dużo.

 

Pomóż mi proszę,

bym nie przegapiał

Ciebie w oczach

bliźniego w strapieniu.

Jezu wdzięczny

za gest Weroniki

dodaj mi siły,

odwagi, dobroci,

bym umiał podążyć

za tobą bez lęku,

kiedy mnie wołasz

w bliźniego potrzebie.

Dodaj mi siły bym

drobnym gestem umiał

okazać, jak kocham Ciebie.



STACJA VII

Jezus upada pod Krzyżem po raz drugi

 

Jakże łatwo

jest upaść,

stracić wiarę,

zabłądzić,

albo z braku

miłości pogrążyć

się w otchłań.

 

Jakże łatwo jest

zatracić się w

świecie bezdusznym,

zapomnieć o Bogu,

bo tak żyć jest

prościej.

 

Popadać w odmęty

drętwoty zwątpienia

coraz głębiej

i głębiej.

 

Nie dostrzegać

potrzeby zwykłej

przyzwoitości.

 

Nie widzieć ludzi

i żyć dla siebie.

We własnym świecie

pogrążać się bez

końca.

 

Jakże łatwo

jest upaść i

zatracić siebie

dla Boga i bliźnich.

Sponiewierać duszę

by już więcej

podnieść się nie

potrafiła.

 

Jakże łatwo jest

upaść w naszym

człowieczeństwie.

 

A wystarczy tylko

chęć do walki z sobą,

krzyna zaufania

temu co też upadał

pod krzyża ciężarem

by jak On zebrać siły

i wyrwać się z otchłani

i z głębi serca wyznać

 

Jezu, zaufałem!!!

 

Zaufałem Tobie pod

krzyżem leżącemu, więc

pomóż mi się podnieść.

Daj sił, by nie upadać

i choć sam zbawiennym

cierpieniem zgnębiony

pomóż dostrzec Twą rękę

bym się mógł uchwycić

i prowadź bym nie upadł

w moim człowieczeństwie.

 

Daj Tobą się zachwycić.



STACJA VIII

Jezus spotyka płaczące niewiasty

 

Łzy współczucia.

Perły niemocy.

Odbicie bezsiły

i bezradności.

Nic nie dający

wyraz rozpaczy.

Dławiący trzewia

przejaw słabości.

Słyszałeś Panie

ten lament kobiecy

i powiedziałeś

nie płaczcie nade Mną.

Płaczcie nad sobą

i dziećmi waszymi.

Bo żal najczęściej

bywa spóźniony,

a płacz nie uleczy,

nie ulży duszy i nie

pomoże naszemu smutkowi.

 

Potrzeba odwagi do

do walki ze sobą,

walki z rozpaczą

w jej samotności.

 

Nie da się łzami

oczyścić sumienia,

odgrodzić murem żalu,

a potem

zapomnieć,

jak gdyby nigdy nic

się nie stało.

Udawać, że wszystko

jest tak jak dawniej.

 

Dusza choruje

trawiona grzechami,

wciąż pogrążając się

w czeluść piekielną.

 

Oszukujemy

bez końca siebie

w nadziei,

że jakoś będzie,

że się wywiniemy

zatracie naszej,

że przecież inni

też mają grzechy

no i wiadomo,

wszyscy tak robią.

 

Zamiast ukorzyć się,

wymyślamy coraz to nowe

wymówki słabościom

i bez pamięci dalej

w nie brniemy,

a chwila refleksji

mogłaby pomóc.

No i chęć zmiany,

poprawy wola.

 

Jezu kochany,

mówiący do kobiet

płaczących nad Tobą,

pomóż mi walczyć

z własną gnuśnością,

bym nie popadał w

bezdeń rozpaczy,

i miał w pamięci

słowa Twe Panie,

jeśli tak czynią z

drzewem zielonym,

to co ze mną

uschniętym

się stanie.

 

 

STACJA IX

Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci

 

Leżący pod krzyżem

nieprawości moich

spojrzałeś w me oczy

swoim ciepłym wzrokiem.

Mimo grzechów wielu

mimo zabłąkania

wciąż dajesz mi szansę

na zbawienie duszy.

Choć cierpisz

niezmiernie, z ran

zadanych krwawisz,

nie odwracasz wzroku

ode mnie grzesznika.

 

Ileż to już razy

obiecałem Panie,

solenną poprawę

i grzechu unikać?

 

Lecz cóż, jak swą walkę

przegrywam nieustannie

i wciąż ranię Ciebie

smagając bez przerwy.

 

Słabościami swymi

i gnuśnością moją

zadaję cierpienie

w tak okrutny sposób

jak kat swej ofierze.

 

A Ty, patrzysz cierpliwie

w serce zaglądając i

przebaczasz z miłością

jak dziecku niesfornemu.

I zbierasz siły swoje,

by powstać wraz z krzyżem

i ponieść go dalej

ku memu zbawieniu.

 

Ja, niewdzięczny człowiek

nic w zamian nie daję.

 

A przecież tak niewiele

trzeba, by Ci ulżyć.

 

Trochę więcej pracy

nad własną wygodą i

tchórzostwem swoim.

 

I, chcieć

jeszcze trzeba.

 

Zamiast tego

prowadzę Cię w

mękach do krzyża,

w bezlitosnym marszu

o zbawienie żebrzę,

bo tak jest wygodniej

i łatwiej nic nie robić.

Boś jest miłosierny,

bo jakoś tam będzie.

Przecież jakoś muszę

zbawienia dostąpić.

Nie mogę przecież

Panie do piekieł się

stoczyć, boś wyrozumiały

i kochasz mnie Jezu,

bo przecież Ty za mnie

życie Swe oddałeś.

 

Lecz piekło istnieje.

I Sąd Ostateczny.

I może pochłonąć

butnego grzesznika.

 

Błagam Cię więc Jezu

leżący pod krzyżem

znajdź miłosierdzie Swoje

i zlituj się nade mną,

zatwardziałym grzesznikiem.

Nad mą duszą mizerną.



STACJA X

Jezus z szat obnażony


Stałeś wśród tłumu

zbolały, z szat odarty

skazaniec.

Wokół ćma oszalała

nienawistna hałastra.

Otwarte rany

krwawiły, a Ty

słaniając się trwałeś

w modlitwie za nimi

do Ojca, o przebaczenie

błagałeś, dla ich dusz

zatraconych w swej

wzgardzie,

nienawiścią trawionych.


Obdarty z szat i z godności,

wytykany palcami

wszystko im wybaczyłeś,

bo przecież byłeś

tu dla nich.


Ból, cierpienie i gorycz,

mierzyły się w Tobie

z miłością.


Boga z człowiekiem

zgnębionym łączyło

Twe serce zbolałe.


Jezu z godności odarty

to dla mnie tyle cierpiałeś.


Lecz ja niegodny jestem

Twej łaski i miłości.


Cóż Ci w zamian oddałem?


Jak Judasz stoję wśród

tłumu, palcem bliźniego

wskazuję nie szczędząc

mu sądu, obmowy, serce

Twoje katuję.

Choć dobrze znam uczucie

ludzkiej nieżyczliwości, bo

nieraz na własnej skórze

odczułem bicz wrażej złości.


Lecz czy wyciągam lekcję

z własnego doświadczenia?


Wręcz odwrotnie mój Panie,

nic to we mnie nie zmienia.


A uczyłeś nas

kochać ludzi szczerze,

jak siebie samego.


Czy to naprawdę tak trudno

jest kochać człowieka bliźniego?


Nie umiem sobie poradzić

z ludzkiej słabości przywarą.

Tak ciężko mi jest z nią walczyć,

mimo, że bardzo się staram.


Jezu zgnębiony męką, nagi

wzgardzony Boże, samotny,

stojący wśród tłumu,

nienawistnych serc

ludzkich morzu, pomóż mi

iść przez życie, za Twoim

podążać śladem i nie daj

memu sercu wciąż

wypełniać się jadem

złości, zazdrości, pogardy

i chęcią zemsty, odpłaty.


Daj dar zrozumienia i

wybaczenia sztuki, a

nade wszystko proszę,

naucz szanować bliźniego,

bym pomny Twej nauki,

jak siebie,

mógł kochać

Jego.



 

 STACJA XI

Jezus do krzyża przybity

 

Przybicie do krzyża.

Potworna męka.

Ból niepojęty.

Rozpacz bezdenna.

Przerażający symbol

męczarni.

 

Z jaką łatwością

nim dziś szafujemy?

 

Niedogodności, błahe

problemy bez krzty

wahania przyrównujemy

do Jego krzyża,

do męki Jego.

 

A cóż tak naprawdę

o krzyżu wiemy?

 

Upadki jakieś,

porażki nasze,

zwykłe człowiecze

troski, cierpienia,

to przecież furda

przy jego krzyżu!

Małe przeszkody

na naszej drodze,

powszednie ludzkiego

losu zdarzenia.

 

Porównujemy je,

w bucie naszej

do gwoździ co Boskie

Ciało trzymały.

 

O jakże żałosny

w swym samowielbieniu

jesteś człowieku,

jakżeś ty mały.

 

Są utrapienia, co

ludzką miarą ciężko

jest zmierzyć

i wytłumaczyć,

ale czy zaraz krzyża

imieniem z taką łatwością

je trzeba znaczyć?

 

Czy Bogu ich raczej

nie trzeba zawierzyć

zaufać Jego mądrości

szczerze, pokornie

je przyjąć, wiernie ufając,

i swój frasunek

z wiarą powierzyć?

 

Nieznane są dla nas

Wyroki Boskie,

nieznane są również

Jego zamiary, ale

miast psioczyć narzekać

bez przerwy, nie lepiej jest

się odwołać do wiary?

 

Wiary w sens tego

co Bóg nam daje.

W mądrość i dobroć

płynącą od niego.

 

Jakże jest łatwiej

wtedy pokonać

życie niszczące

zakusy złego.

Łatwiej jest wtedy

wędrować przez

życie, z pokorą znosić

złośliwość losu, duszy

niewolę.

 

Musimy tylko

zaufać Temu co za nas

życie oddał na krzyżu.

Szczerze powiedzieć

ja ufam Tobie

na krzyżu zbawienia

umęczonemu.

 

Jezu gwoździami

do krzyża przybity,

za nasze grzechy

wydany na mękę

pomóż mi znosić

rozterki w życiu,

bym umiał w chwili

największej udręki

powiedzieć z wiarą,

 

ja ufam Tobie

 

i nie opuszczaj mnie

w próby dobie.



 

STACJA XII

Jezus umiera na krzyżu

 

Bywają chwile,

gdy świat nasz się wali,

rozpacz rozdziera

i nie ma wyjścia.

Szukamy wtedy

jakiejś pomocy

lecz znikąd ona

się nie pojawia.

Osamotnieni

w walce nierównej

z przeciwnościami

co nas ściągają w

przepaść goryczy,

bezdenną otchłań,

bezsilnie sami się

zamykamy we

własnej niedoli,

niemocy, w rozpaczy.

Tracimy wolę, by

walczyć dalej.

 

Jak łatwo jest wtedy

do reszty się stoczyć,

popaść w drętwotę

ducha i zwątpić,

w samotnej rozpaczy

pogrążyć siebie?

Wymyślać ludziom

i nawet Boga w

rozgoryczeniu też

nie oszczędzić.

 

Wykrzyczeć

Boże, mój Ojcze,

Obrońco, jakże

dalekoś schowany

w niebie, czemuś

porzucił mnie

w mej boleści,

czemuś miłości

swojej poskąpił?

Czemuś zostawił w

otchłani cierpienia

i w samotności

znosić to zmuszał,

ni okruszyny z

łask miłosierdzia

mnie zgnębionemu

żeś nie okazał.

 

Jezus też

z krzyża zapytał Ojca

czemuś mnie w kaźni

mojej opuścił?

I zanim ducha w ręce

Mu oddał zwątpił na

moment w samotni

swej męki.

Lecz Ojciec był

przy Nim i z troską

patrzył, na boleść

zwątpienia swojego

Syna. I nawet na chwilę

Go nie opuścił. Jak

dobry Ojciec ciągle

był przy nim.

 

Wybaczył ludzkiej

słabości poryw

bolesną łzę roniąc

nad swoim Synem.

 

Przy tobie także,

Jezus wciąż czuwa.

 

Nie jesteś sam

w cierpieniu swoim.

 

Nie jesteś sam

w swej samotności.

 

Syn Boży z krzyża

na ciebie patrzy,

jest z tobą w każdej

sekundzie bólu,

w chwili rozpaczy

i każdej boleści,

i nie porzuca

na oka mgnienie.

Czeka, aż wolę

Ojca wypełnisz

aby przytulić do

swego serca

twoją zbolałą

duszę błądzącą.

 

Pamiętaj o tym

w swoich

nieszczęściach i w

pełni ufności poproś

Jezusa, konającego na

drzewie krzyża,

byś Jego przykładem

w godzinie próby

dochował wierności

w chwilach zwątpienia

i wytrwał przy Nim mimo

udręki, nie zdradził Jego

nie zawiódł w potrzebie

i całą rozpacz Jemu powierzył.

 

Błagaj Go,

 

Jezu bądź zawsze

przy mnie i nie opuszczaj 

nawet na chwilę.



STACJA XIII

Jezus zdjęty z krzyża

 

Tylu ludzi zdradziło Ciebie

kiedyś na krzyżu konał

wzgardzony.

 

Tylu Cię lżyło i opluwało

przed Bożym gniewem

nie czując lęku.

 

Została garstka i Twoja

Matka, udręką bolesnej

kaźni trawiona, lecz

czuwająca pod krzyżem

Syna zbolała, cierpiąca,

w matczynej miłości

przy Synu trwająca.

 

I zdjęli ciało, skrwawione,

martwe i prosto w ręce

Matczyne oddali, które

z boleści omdlała pod

krzyżem po swego

Syna wciąż wyciągała.

I przytuliła bezwładne

ciało do serca swego

udręczonego i jakby

świat cały w ramionach

miała, męką zbawienną

odkupionego i boleść

swoją oddała w ofierze

za dusze grzeszne

raniące jej Syna.

 

Za Ciebie i za mnie.

Byśmy ocknęli się

z naszej butnej

zatwardziałości.

 

Za świat pogrążony

w ludzkiej ohydzie,

podążający ku własnej

zgubie, w diabelskim

tańcu pędzący uparcie

aby w piekielnej otchłani

zniszczenia

dopełnić swego

unicestwienia.

 

I zapłakała łzami

rozpaczy w męce swej

prosząc Ojca na niebie,

by ulitował się nad

stworzeniem, które

wzgardziło miłością

Jego.

Błagała lejąc

Matczyne łzy szczere,

by od zagłady ocalić

nas raczył i w swej dobroci

bezbrzeżnym strumieniu

niewdzięcznym dzieciom

zechciał wybaczyć.

 

By ich zawrócił

od zgubnej pogoni

ku potępieniu, ku

wiecznej udręce, a

na porękę naszej

poprawy oddała Bogu

zgnębione serce

Matki, co syna

w ramionach trzyma

umęczonego naszymi

rękoma.

 

 Ileż miłości

w sercu potrzeba,

by swoją rozpacz

umieć pokonać i

ofiarować ją za bliźniego,

nie zawsze na to

zasługującego.

 

Matko Najświętsza

przepraszam Ciebie

za ból zadany moimi

rękami. Za wszystkie

razy, które zadałem

Twemu Synowi,

za mą niewdzięczność.

Za łzy Twoje przeze

mnie wylane, za to, że

ciągle się zmienić

 nie umiem.

Wybacz mi

proszę pokornie Maryjo

I Ty mój Jezu w

ramionach Matki leżący

bez ducha,

dajcie mi siły

odwagi i wiary bym

stanął przy Was,

a nie z bluźniercami

i całym życiem

wierności dochował

i trwając tak przy Was

duszę swą mógł zbawić.



STACJA XIV

Jezus zostaje złożony w grobie

 

Kiedyś nam wszystkim

przyjdzie się rozliczyć

i przed Panem Bogiem

zdać relację z życia.

 

Jakiegoż zawodu,

możemy doświadczyć,

gdy On bardzo srogo

osądzi nas za nie.

Nie zważając na nic,

ani na wymówki,

tłumaczenia nasze,

z taką łatwością

przez nas wymyślane.

Ani na pokorne

błagania o litość.

Próżny wtedy żal

i rozpacz nasza będzie.

 

Bóg osądów naszych

nie musi podzielać.

Według własnej miary

wyroki rozdaje.

 

Może wtedy wreszcie

przyznamy uczciwie

jak wiele uchybień

niesie życie nasze i

jak bezsensownie

żeśmy je strwonili.

 

Więc może by warto

na chwilę przystanąć

i z pokorą przemyśleć,

na nowo rozważyć

nasze cele, dążenia

i rozliczyć serce

z wielkiego apetytu

na to ziemskie szczęście.

 

Czy wystarczająco

słuchaliśmy Boga?

 

Czyśmy go szukali?

 

Czy szczerze, bez fałszu?

 

Czyśmy za poklaskiem

się nie oglądali, za

ludzkim uznaniem

w piętkę nie gonili?

 

Czy duma i chęć

władzy nami nie

rządziła?

 

Czyśmy się w pogoni

za szczęściem

nie zgubili?

Zapomnieli O Bogu

i Jego nauce.

 

Przecież nie od szczęścia

zbawienie zależy.

Nie można go kupić.

Warto to przemyśleć.

Zatrzymać się na chwilę

i z pokorą przyjąć

całą prawdę o sobie.

 

Majątku swojego tam

nie zabierzemy, więc

czy warto się spalać

tak o niego walczyć,

na nic nie zważając?

 

Przecież życie ziemskie

to tylko preludium do

wieczności w niebie.

Czy warto je tracić na

pogoń za zbytkiem

aby to zostawić

kiedy czas nadejdzie?

 

Jezus swoją męką

zamknął ziemską

księgę, otworzył

szeroko do wieczności

wrota. Po co więc

z uporem gonić

za ułudą, by ambicje

swoje w pełni zaspokoić?

 

Znacznie lepiej można

czas ten wykorzystać,

by nie bać się potem

zamknąć oczu swoich.

W wieczności się pogrążyć

ze spokojną duszą.

Móc Bogu spojrzeć w oczy.

 

Jezu zamęczony moimi

grzechami, leżący w

ciemnym grobie,

bez życia, opuszczony,

pomóż mnie grzesznemu

tak przejść przez to życie

abym mógł zasłużyć

na duszy zbawienie.

Bym Bogu zaufał.

Szedł Jego ścieżkami.

 

Jezu miłosierny

ulituj się nad nami

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz