OPOWIADANIE 4 - LISTONOSZ

 LISTONOSZ


Józef Godlewski był listonoszem. Pracował dla Urzędu Pocztowego w Zarębach Kościelnych. Był to człowiek bardzo towarzyski, ale też niestety ogromnie wścibski. Jako listonosz znał całą okolicę jak własną kieszeń. Nic w tym dziwnego. Przemierzał ją co dzień swoim rowerem, wożąc listy mieszkańcom od wielu lat. Zaglądał do zagród w całym rejonie i znał niemal wszystkich mieszkańców. Praca zajmowała mu całe dnie. Nie dlatego, żeby w tym rewirze przychodziła jakaś szczególnie liczna korespondencja. Wręcz przeciwnie, była to typowa wiejska okolica, gdzie ludzie nie różnili się niczym od mieszkańców innych miejscowości. Godlewski spędzał mnóstwo czasu na rozmowach, a że był zatwardziałym kawalerem i w domu nikt na niego nie czekał, mógł spokojnie sobie na to pozwolić. Nie gardził kielichem i często widywano go, jak śpiewając głośno sprośne piosenki, wracał, prowadząc swój rower chwiejnym krokiem, niejednokrotnie lądując w rowie. Ludzie śmiali się z niego. Powszechnie powtarzano żarty na jego temat, ale na ogół odnoszono się do niego z sympatią i przymrużeniem oka. Mawiano, że dla Józka drogi za wąskie porobili, bo się na nich zmieścić nie może. Mieszkał na skraju Chmielewa w małym domku odziedziczonym po rodzicach. Miał parę mórg ziemi, ale jej nie uprawiał. Puścił ją w arendę sąsiadowi, by nie leżała odłogiem. Niedziele spędzał w Ostrowi oddalonej od Chmielewa o 13 km. Cały dzień przesiadywał w knajpach, dokazując i upijając się do nieprzytomności. Nie raz zarywał poniedziałkowe poranki w pracy, ale jakoś mu to uchodziło na sucho. Pewnie to, że ochotnie wstąpił do PPR pomagało, że mimo wiecznych wpadek i zastrzeżeń dyscyplinarnych, Józek dalej listonoszował w okolicy. Może by tak pędził życie beztrosko, gdyby nie wyszło na jaw jego drugie oblicze. Od jakiegoś już czasu konspiratorzy w rejonie Zarębów Kościelnych odnotowali szereg porażek na swoim koncie. Rozbito lokalny oddział samoobrony. UB dokonała szeregu aresztowań, a także zwiększyła się ilość najazdów ubeckich na gospodarzy okolicznych wiosek. Konfiskowano nieewidencjonowany dobytek, aresztując, chłopów za spekulacje i sabotaż akcji wyżywienia miast. Parę osób straciło życie albo znalazło się w więzieniach, inni dostali wysokie kary i wszyscy zaczęli się zastanawiać jakim sposobem UB się dowiedziało o wszystkim. Po wpadce patrolu AKO zaczęto bliżej przyglądać się sytuacji okolic Zrębów Kościelnych. Analizowano wszelkie możliwe scenariusze wydarzeń ostatnich miesięcy i w końcu podejrzenie padło na Józka. W każdej historii aresztowania czy nalotu gdzieś tam pojawiała się postać Godlewskiego. Zarządzono więc obserwację listonosza i wyszło na jaw, że w swoich ostrowiańskich wojażach regularnie spotyka się z funkcjonariuszami UB. Zrobiono więc prowokację. Podsunięto mu informację o planowanej przez jeden z oddziałów leśnych akcji na kasę pocztową w Zarębach. O akcji wiedział tylko Godlewski. W wyznaczonym czasie UB i NKWD przeprowadziły obławę w okolicy, szukając leśnego oddziału mającego dokonać ataku. Oczywiście obława zakończyła się fiaskiem, ale partyzanci nabrali pewności co do roli nieszczęsnego listonosza. Dalsze wypadki potoczyły się szybko. Podziemny sąd skazał go na karę śmierci, a wyrok przekazano do wykonania oddziałowi Szczygła. Ten wysłał trójkę egzekutorów pod komendą Walka. Chłopcy dotarli do Chmielewa nocą i zamelinowali się u jednego z gospodarzy we wsi. Przeczekali dzień w ukryciu i wieczorem zaczaili się w zaroślach przy domu Godlewskiego, czekając cierpliwie na jego powrót. Wreszcie dał się słyszeć głos nadchodzącego Józka. Szedł jak zwykle, zataczając się potwornie i wlokąc swój rower od jednej do drugiej strony drogi. Wyśpiewywał przy tym jakieś przyśpiewki, przerywając je bluzgami przekleństw od czasu do czasu. Egzekutorzy wyszli na drogę, odbezpieczając pm-y. Józek, zauważywszy ich, przeraził się. Odepchnął rower i rzucił się do ucieczki. Widząc to, Walek krzyknął do kolegi stojącego obok.

– Wal skurwiela po nogach!

Żołnierz puścił serię i trafiony Józek upadł na ziemię, wijąc się z bólu i wrzeszcząc wniebogłosy. Walek z chłopcami powoli podeszli do niego. Józek cały się trząsł. Przestał wrzeszczeć, tylko wycharczał rozpaczliwie.

– Co wy, panowie, co wy?

Walek stanął nad nim i rzekł zimnym spokojnym głosem.

– Józefie Godlewski, w imieniu Polskiej Rzeczypospolitej zostałeś skazany wyrokiem sądu wojennego na karę śmierci przez rozstrzelanie, za zdradę Narodu Polskiego, współpracę z okupantem sowieckim i komunistycznymi oprawcami z UB. Jeśli wierzysz w Boga zmów swoją ostatnią modlitwę.

Godlewski już nic nie mówił. Patrząc na Walka, wysyczał przez ból – Spierdalaj bandyto, mam nadzieję, że cię dopadną.

– Przeżegnaj się skurwysynu, bo zginiesz jak pies.

Godlewski już tylko jęczał boleśnie i hardo patrzył Walkowi w oczy. Ten oddał dwa strzały, dobijając rannego i rzucił do żołnierzy.

– Rozkaz wykonany, wracamy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz